Z czego to się bierze…? Co za ponury absurd, żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem ;)

Co chcę robić w życiu?

Z czego to się bierze, że jedni wiedzą takie rzeczy, a inni nie? Że jedni trafiają w dziesiątkę zarówno jeśli chodzi o własne predyspozycje, jak i o sam wybór tego, co chcą w życiu robić, który od razu jest trafny, co ma oczywiście przełożenie na ich zadowolenie z wyboru ścieżki zawodowo-życiowej. Tak mówię o ścieżce pół na pół, bo przecież praca często, lubiana czy nie, pochłania nam pół życia!, a niejednokrotnie i trzy czwarte! Poza tym nasz wybór ma wpływ na całe nasze życie, na jego wszystkie sfery. Do tego dochodzi też moment wyboru, a ten jest – jakby nie było (!) – absurdalny 😉 :

„Co za ponury absurd, żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem.”

 

No i po trzecie, najważniejsze – mówię tu o artystach, u których z reguły nie ma sztywnej granicy między życiem osobistym a zawodowym. Bo taką granicę cholernie ciężko znaleźć, a twórczość pochłania na tyle, że jest to najczęściej po prostu niemożliwe…

Więc z czego to się bierze? Z czego to wynika, że są ludzie, których zawód jest udaną kontynuacją kierunku studiów lub innej szkoły? Którzy już na etapie wczesnej i szumnej dorosłości, czyli magicznej osiemnastki wiedzieli lub chociaż przeczuwali, że chcą zmierzać właśnie w tym kierunku? I potem ten zamiar z powodzeniem kontynuowali, by małymi kroczkami lub milowymi krokami dojść do realizacji własnych celów i zamierzeń…

A ile jest osób, które nie wiedziały, lub których przeczucia zostały zgaszone przez rodzinę, bliskich, znajomych? I w chwili, w której mieli decydować, zostawali z przysłowiową ręką w nocniku i decydowali po omacku. Wybierali coś zamiast tego, co być może powinni lub co ich wybrało, lecz za tym nie poszli. Albo zwyczajnie nie mieli pojęcia, co wybrać i do dziś się zastanawiają – czemu ich życie potoczyło się właśnie tak? I czy aby na pewno nie mogło potoczyć się lepiej? Ha!

Ja jestem taką osobą. Dociekliwą, pragmatyczną, która ciągle się zastanawia czy na pewno nie mogła wybrać lepiej… I oczywiście – wszem i wobec wiadomo, że nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, więc nie płaczę. O nie! Nikt mi nie może zarzucić, że siedzę, tudzież stoję z założonym rękoma i biadolę. Owszem przeszłam już w życiu i okres biadolenia, i rozczulania się nad sobą, i szukania winnych, i dociekania, i…. jednym słowem wiele różnych okresów mniej lub bardziej udanej spychologii. Jednak teraz, od dobrych paru lat – nie płaczę. Tylko się zmagam… I cóż? Cóż z tych moich zmagań wynika?

zaplatane_w_sloncuTak naprawdę wiele dobrego i wiele nowych, twórczych doświadczeń i wyzwań. Trochę też złego, bo w takiej ogólnej destabilizacji i ciągłych zmianach na polu zawodowym człowiek traci grunt pod nogami, nie czuje się pewnie. Nie raz i nie dwa wyzierała z oczu mych panika i gorączkowe gonienie w głowie pomysłów na życie, na przeżycie (!), na kolejne przekwalifikowanie i… aż już dość miałam wizji kolejnych zmian. Były też zmiany, które same do mnie przyszły i które po prostu przyjęłam, jakoś się z nimi dograłam, przegryzłam i nie uwierały za bardzo przez nawet czasem zaskakująco długi czas. Jednak przychodzą momenty, w których zazdroszczę tym ludziom, którym udało się dokonać wyboru dawno, dawno temu raz a dobrze! Tym, co czują się zrealizowani na polu zawodowym, co się spełniają, jak to teraz każdy by chciał. A pewnie, że chce :P! I ja też chcę!

I gdybym mogła sobie na to pozwolić, to pewnie bym dłubała twórczość jakąś… Tak dłubałabym bez pejoratywnych skojarzeń. Pewnie by to było z pisaniem związane, pewnie też z malowaniem na kamieniach, z tworzeniem niezwykłych ozdób dla domu, jak np. drzwi malowane, PRL-owskie 🙂 – mam już takie trzy w domu :). Oczywiście nie tak po prostu pomazane farbą, ale obrazy na drzwiach bym malowała, ot co ;-). Tak właśnie by było, gdyby być mogło ;). Gdybym bogatego sponsora miała lub męża, który chciałby mnie utrzymywać (a mam takiego, któremu to ani w głowie 😉 ), a ja bym się żywiła colą i paluszkami, dziecka nie miała…, może chłop czas jakiś by wytrzymał z taką „artystką ze spalonego teatru”, co przypala wodę na gazie :P. He, he ;). I gdybym jeszcze wiedziała, że – tak!!! – tego właśnie chcę, jestem o tym absolutnie i w pełni przekonana, te dwadzieścia lat temu, to bym pewnie wybrała inne studia i wcześniej bym rozpoczęła swoją artystyczną wędrówkę. Dokąd by mnie ona zawiodła, to już inna sprawa… Jak już wspominałam – czas dumania, przedumywania i wiecznego zastanawiania się – co by było, gdyby było – mam już, dzięki bogu, za sobą. Więc nie wiodę teraz takich prowadzących donikąd dywagacji sama ze sobą! Ot co – pragmatyzm wrodzony się odezwał ;).

Zazdroszczę tym, którzy wiedzieli wcześniej…

Powiecie być może, że widać tak miało być, że dopiero teraz odkrywam, co chcę, że może z takiej perspektywy dopiero to widzę. Odpowiem – nie wiem, ale mimo wszystko zazdroszczę tym, którzy wiedzą, którzy wiedzieli wcześniej. Myślę, że masę czasu mi przeciekło przez palce. Że szukałam nie w tych kierunkach co trzeba, że pozwalałam się tak motać temu życiu, po tych absolutnie niesatysfakcjonujących etatach, po tych firmach jakiś przypadkowych, w których się akurat zaczepiałam, bo właśnie nie wiedziałam ksiezyc-w-oknie

CO MAM ROBIĆ? 

JAK?

CZY TO JUŻ JEST TEN CZAS?

CZY MOŻE LEPIEJ JESZCZE POCZEKAĆ?

 

Tylko na co tu u licha czekać!!! Aż się zestarzeję i już nic nie będzie mi się chciało? Czy aż przyjdzie odpowiedni moment, czyli jaki???

 

Kiedy jest odpowiedni moment na realizację siebie? Czy w ogóle w życiu przychodzi taki moment, że mamy pewność, że to już? Czy może raczej wymaga to od nas skoku. Tak właśnie! – skoku na główkę bez zastanawiania się, czy w basenie jest woda! Nie inaczej. To zawsze jest związane z niepewnością, z lękiem i obawą, czy sobie poradzę, czy nie porywam się z motyką na słońce… Czy mogę sobie pozwolić na taki „egoizm” jak realizacja i spełnianie własnych aspiracji, marzeń, pragnień… Ech! Wieczne niezdecydowanie, wieczna tęsknota i błądzenie po omacku. Choć czuję, że już czas, że czas najwyższy bym ZAJĘŁA SIĘ SOBĄ! Tak – w pełni egoistycznie, bez oglądania się na innych, bez taryfy ulgowej, bez odkładania na później czyt. wieczne i ciągle niespełnione NIGDY!

Teraz, właśnie teraz jest mój czas! Czuję to wszystkimi zmysłami, każdym nerwem, jak krew, która buzuje w żyłach i musi płynąć wreszcie w jakimś określonym kierunku.

images_kot_kadr

„Ciekawa jestem, jak to będzie, kiedy będziesz dorosła… Czy będziesz potrafiła zadowalać się błahostkami?”

Też potrafię :D. Ale ogólnie – chcę więcej… Cały czas!   A błahostki nie wystarczą na dłuższą metę, w ogólnym rozrachunku!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s