Dzień za dniem, czyli: jak Ci idzie realizowanie Twojego wielkiego planu na życie?

Dzień za dniem, godzina za godziną… mijają dni, minuty i sekundy mojego życia. Każdy dzień nie różni się zbyt od wczorajszego czy jutrzejszego, to jeden bigos i nie do końca mi on w smak! Mam wrażenie, że te dni są zbyt jednakowe i bezpowrotnie odbierają mi zapał, chęci i pragnienie zmian… Tak, tak właśnie czuję i nic nie mogę na to poradzić. Każdy dzień jest klonem poprzednich i ciągłym zmaganiem z tym wszystkim, co muszę. Tak, że gdy w końcu dnia przychodzi ten zdawałoby się najlepszy czas, gdy wreszcie po tym, co było trzeba- zrobić, ogarnąć, dopiąć… mogę wreszcie zrobić, coś na co mam ochotę, to… No właśnie! Wtedy już okazuje się, że na nic nie mam ochoty. Przeszła i minęła bezpowrotnie w tym całym bigosie codziennych potrzeb i powinności. Zwyczajnie mi się nie chce. Jestem zmęczona, nie mam już nastroju na jakieś mgliste chęci z popołudnia… ech. I tak dzień za dniem, godzina za godziną i minuta po minucie wycieka moje życie. Gubi się gdzieś w meandrach muszeń i absolutnych muszeń do zrobienia, Tak że na chcenia naprawdę nie zostaje już miejsca. Błędne koło, samozamykalna spirala codzienności… Nie umiem jej rozplątać, rozpętlić i sprawić, by znalazło się odrobinę miejsca na tak ważne chcenia, a nie tylko muszenia!!!

Czy spacer z rodziną w wolny dzień cokolwiek zmienia? Czy dodaje sensu? Czy jest tylko miłym acz zwyczajnym akcentem? Czy znajdę czas na akcenty ponadprzeciętne? Na takie, które zapierają dech? Czy po latach, kiedy w końcu jestem dorosła i teoretycznie mogę wszystko, czego nie mogłam, gdy byłam nastolatką, czy wykrzesam w sobie ten zapał i iskrę ochoty, by wreszcie to zrealizować? Czy zwyczajnie i po prostu już mi się nie chce? Już mi się nic nie chce, albo chce mi się coraz mniej i coraz więcej zachodu zabiera mi wykrzesanie w sobie iskry do czegokolwiek ponad poranne i wieczorne umycie zębów… Zapytać można: jak Ci idzie realizowanie Twojego wielkiego planu na życie? Czy w ogóle jest jakiś plan? Czy tylko godzina za godziną mija, klony kolejnych dni przeciekają przez palce, a my kręcimy się w kółko i nie można nas nigdzie usensowić, bo już nam nie zależy…? Ech… „jest już późno, piszę bzdury, kot zapędził mysz do dziury” w swoich snach, bo tak samo jak my, dostaje pod nosek żarełko i nie musi nawet wiedzieć o istnieniu myszy, a gdyby nawet połakomił się na tę wiedzę, to pewnie zastanawiałby się, po co ona tam siedzi – mysz, nie wiedza, choć w zasadzie można by je utożsamić. Ot. Tym wybitnie egzystencjalnym zdaniem zakończę wraz z Korą moje ponadprzeciętne rozważania ;).Znamienita większość odpali po prostu papkę w telewizorni, poskacze po kanałach i uśnie w poczuciu pełnego wrażeń dnia…

… … … „jest już późno, piszę bzdury, mąż mnie zabrał dzisiaj w góry” … … …

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s